Jak zaplanować działania SEO?

Pisałeś książkę przez dwa lata i w końcu udało Ci się ją wydać! Od kilku miesięcy prowadzisz intensywną sprzedaż i zeszło aż 9 egzemplarzy. Czujesz radość, bo rodzina kupiła tylko 8. To oznacza, że jedną książkę musiał kupić ktoś z Internetu! Brzmi, jak bardzo realny scenariusz, oddający Twoje biznesowe koszmary nocne? Dzisiaj spróbujemy coś poradzić, żeby nigdy się nie wydarzyły. Nie coś, tylko SEO.

Co to jest SEO?

W skrócie, SEO to jest podlizywanie się wyszukiwarce Google. Nieco bardziej profesjonalnie, skrót ten pochodzi od angielskich słów: Search Engine Optimization. Parafrazując, jest to zestaw czynności, które wykonuje się, żeby wyszukiwarka Google wyświetlała naszą stronę w wynikach wyszukiwania.

Oznacza to, że jeśli ktoś w Internecie wpisze zapytanie, na przykład: „pralka do 2000 zł”, wśród proponowanych wyników Google wyświetli między innymi naszą stronę (jeśli sprzedajemy pralki). Oczywiście zależałoby nam, żeby nasza strona wyświetliła się na jednej z trzech pierwszych pozycji (najlepiej na pierwszej), ostatecznie w pierwszej dziesiątce. Jeśli będzie sugerowana dopiero na 987 234 698 713 264. miejscu, prawdopodobnie nikt do niej nie dotrze.

Pierwszy rodzaj SEO

Jeśli sprzedajesz pralki, ludzie powinni trafiać na Twoją stronę, kiedy wpisują w wyszukiwarce określone modele pralek, albo hasła opisujące pralkę w powiązaniu z ceną, miejscowością, gwarancją, czy dostawą. To oznacza, że „polujemy” na ludzi, którzy są już zdecydowani, żeby kupić określony rodzaj pralki i zastanawiają się tylko, w którym sklepie sfinalizować swój zamiar.

Znalezienie się na jednej z pierwszych pozycji w wynikach wyszukiwania Google dla zapytań od ludzi, którzy właśnie w tym momencie chcą kliknąć słynne „Kup teraz!”, jest marzeniem wielu sprzedawców. W czym więc problem. Właśnie w tym, że może się to okazać tylko marzeniem…

Niezależnie od tego, czy sprzedajesz pralki, fortepiany, żyrafy, czy sadzonki sałaty, prawdopodobnie istnieje w Internecie jeszcze ktoś, kto sprzedaje podobne produkty. Prawdopodobnie takich ludzi są setki, albo tysiące. I oni wszyscy są Twoją konkurencją. Powiem inaczej: oni wszyscy też starają się być w pierwszej dziesiątce wyników Google, na te same zapytania wpisywane w wyszukiwarce. Jak na złość, w pierwszej dziesiątce wyników jest tylko dziesięć wyników (o ile dobrze policzyłem). Dlatego szanse na osiągnięcie sukcesu maleją.

Oczywiście można poświęcić masę pracy, czasu i pieniędzy, żeby uzyskać wymarzony wynik, ale może się to okazać mało opłacalne. Krótko mówiąc, koszty działań SEO zmierzające do pozyskania klientów tą drogą będą porównywalne z przychodami ze sprzedaży naszych produktów sprzedawanych w ten sposób. Dlatego wielu sprzedawców decyduje się na zastosowanie innych technik SEO.

Drugi rodzaj SEO

W tym przypadku „polujemy” na innych odbiorców, którzy nie są jeszcze gotowi, żeby w czasie kilku minut kupić nasz towar. Staramy się dotrzeć do tych, którzy dopiero zastanawiają się nad kupnem prali, porównują różne modele, albo chcą znaleźć informacje, czym warto się kierować przy wyborze takiego urządzenia.

Te osoby wpisują zupełnie inne zapytania, na przykład: jak wybrać pralkę, bezawaryjność pralek, która pralka najlepiej wypierze brudne gacie… Takich zapytań mogą być tysiące, dzięki czemu nie jesteśmy ograniczeni do kilku najcenniejszych haseł, jakie użytkownik wpisuje tuż przed zakupem. Co ważne, dla tych tysięcy różnych zapytań istnieje znacznie mniejsza konkurencja! Oznacza to, że nie będzie nas kosztowało aż tyle wysiłku (czytaj pieniędzy), żeby znaleźć się w pierwszej dziesiątce wyników na wybrane hasła.

Gdzie jest haczyk? Są aż dwie wady takiego rozwiązania. Pierwszą z nich jest fakt, że każde z tych zapytań wpisywanych przez użytkowników wyszukiwarki, z uwagi na jego większy zakres tematyczny, jest rzadziej wpisywane. Jeśli znajdziemy się w wynikach wyszukiwania na hasło: „pralka warszawa”, naszą stronę odwiedzą setki klientów każdego dnia. Jeśli natomiast znajdziemy się na pierwszym miejscu pod hasłem: „najlepsza pralka do prania pieluch”, osób szukających tej informacji będzie znacznie mniej. Na naszą stronę wejdzie wówczas mniej osób.

Rozwiązaniem tego problemu jest przygotowanie większej liczby materiałów. Możemy założyć bloga o pralkach i przygotować nawet kilkaset artykułów na najróżniejsze tematy związane z wyborem sprzętu gospodarstwa domowego. Możemy udzielać porad dotyczących wystroju mieszkania, remontu łazienki itp. O ile każdy taki artykuł przyciągnie tylko kilka lub kilkadziesiąt osób dziennie, suma wszystkich artykułów przyciągnie ich tysiące!

Tu pojawia się drugi haczyk. Jeśli nasza strona wyświetla się w Google na hasła dotyczące zakupu pralki, z każdego kliknięcia w naszą stronę uzyskujemy potencjalnego klienta. Ale jeśli naszą stronę odwiedzi osoba, która wpisała zapytanie o kolor pralki pasujący do bursztynowo-błękitnych kafelków w łazience, zyskujemy osobę średnio zainteresowaną zakupem. Wciąż jest to potencjalny klient, ale droga, jaką musi przejść, żeby podjąć decyzję zakupową, jest zdecydowanie dłuższa.

Tutaj pojawiają się tak zwane „lejki sprzedażowe”, czyli droga, którą przechodzi osoba luźno zainteresowana tematem, żeby kupić nasz produkt. Podstawą jest dostarczenie bardzo wartościowej treści w każdym artykule. Ma być rzeczowo i ciekawie! Warto też w każdym artykule zainteresować czytelnika kolejnymi tematami. Jeśli ktoś czyta właśnie o kolorze pralki, można zaserwować mu informacje o kolorach podłogi w łazience, o nowoczesnym i klasycznym wyglądzie pralek, o różnych wyglądach drzwi do pralki i serii innych rzeczy, która jest powiązana tematycznie. Nie będę omawiał tutaj wszystkich elementów lejka, ale obiecuję przygotować na ten temat osobny artykuł.

Który rodzaj SEO jest lepszy?

Jeśli w Twojej dziedzinie nie ma dużej konkurencji, być może uda Ci się osiągnąć szczyty wyników wyszukiwania na najważniejsze hasła Twojej branży. Wtedy lepszym (bo prostszym) rozwiązaniem będzie pierwsza droga. Możesz kierować użytkowników bezpośrednio na strony poszczególnych produktów, albo na strony kategorii produktów, dając tym samym większy wybór.

W praktyce, często okazuje się jednak, że konkurencja jest duża. Żyjemy w dobie nadprodukcji, kiedy podaż przewyższa popyt. Zamiast walczyć na granicy opłacalności naszych wysiłków, lepiej przerzucić się na drugą (dłuższą) drogę. Takie rozwiązanie ma dodatkowo kilka zalet.

  • Mając do dyspozycji kilkadziesiąt lub kilkaset artykułów i małą konkurencję dla każdego z nich, możemy sobie pozwolić na niedociągnięcia i błędy. Inaczej mówiąc, możemy to wykonać sami, nie będąc profesjonalistami.
  • Klienci którzy zdecydują się na zakup po przejściu całego lejka sprzedażowego, mieli okazję lepiej nas poznać i nie kupili przypadkowo, ale z przekonania, że chcą to zrobić właśnie w naszym sklepie. Jest znacznie większa szansa, że będą do nas powracać po kolejne produkty (o ile mamy coś oprócz pralek). Znacznie łatwiej jest skłonić do zakupu osobę, która jest już naszym zadowolonym klientem, czy przypadkowo spotkanego człowieka w Internecie. Dlatego druga droga może się na dłuższą metę okazać znacznie bardziej opłacalna.

Jak wypromować nasze artykuły w Google?

Wypromowanie strony w Google nazywane jest pozycjonowaniem (od zajmowania określonych pozycji w wynikach wyszukiwania). Na ten temat powinno powstać co najmniej kilka artykułów… I powstanie. Tutaj powiem tylko, że znaczenie mają:

  • kwestie techniczne naszej strony (jak: szybkość, bezpieczeństwo, czytelność kodu),
  • wartość merytoryczna, którą oceniają roboty Google (boty),
  • popularność naszej strony w Internecie (mierzona za pomocą linków z innych stron prowadzących do nas),
  • innych czynników (jak: czas spędzany przez internautów na naszej stronie).

O tym wszystkim już niedługo, a tymczasem zapraszam do mojego newslettera, który przypomni Ci o najciekawszych artykułach na mojej stronie. Przy zapisie dostaniesz też e-booka (86 stron): Jak założyć biznes online i zwariować tylko trochę?

Newsletter

Shopping Cart